Odczuwam pustkę. Brakuje mi jego ciepła, jego dotyku, zapachu... Chciałabym wiedzieć, że jest blisko, czuć na szyi jego miarowy, spokojny oddech. Wtulić się w niego i zapomnieć o tym wszystkim co nas otacza. Pragnę spojrzeć w te oczy i mieć świadomość, że jestem potrzebna, kochana.
Wiedziałam, że będę tęsknić i odczuwać jego brak. Długo walczyłam z samą sobą przekonując się, że jestem silna i niezależna, że i bez niego dam sobie radę. Z trudem przychodzi mi pisanie o tym, przyznawanie się do tego. Nie lubię pokazywać swoich słabości, nie lubię podlegać komuś, być od kogoś zależną. Zawsze chciałam być Panią swojego losu, silną, niepodległa i niezależną.
Moja duma, moja cholerna duma. To przez nią najczęściej się kłócimy(tak mi się wydaje). Bywam zimna, nieczuła, wredna, chamska. Dlaczego? Żeby sobie przypadkiem nie pomyślała, że jest dla mnie wszystkim, że zawładnął całym moim światem.
Bywa, że mówię o rzeczach, o których nie powinnam mówić. Sprawaim wtedy ból zarówno jemu jak i sobie. Jestem pełna sprzeczności.
Im bardziej go kocham, pragnę, pożądam tym bardziej chcę mu dojebać. Zabwne.
Zmieniam się, chcę się zmieniać... dla niego. Pod jego wpływem topnieję niczym lód, ON zmienia moją formę, mój kształt. Być może trochę mnie rozmiękczył, teraz nienawidzę zostawać sama. Nienawidzę ciszy, pustki, uczucia samotności.
Napiszę to, choć to wbrew mej dumie...
Wracaj do mnie, tak bardzo Cię potrzebuję, tak bardzo chcę mieć Cię przy sobie.
Wyjechał, pozostawił mnie samą ze sobą. Długo nie wiedziałam co ze sobą zrobić, rozpamiętywałam jedynie nasze ostatnie spotkanie. Zbyt wiele niepotrzebnych padło słów, zbyt wiele wylanych łez.
"Kochanie, dlaczego masz takie czerwone oczy? Nie płacz, nawet nie zauważysz jak te dni szybko miną i znów będzie obok Ciebie."
Nie mogłam przecież jej powiedzieć...
Nastał wieczór. Strasznie chciałam to zrobić, czułam nieodpartą potrzebę napisania czegoś.
Potrafię latać, nad horyzont wznosić się.
Potrafię spadać, jak ten kamień staczać się.
Potrafię pływać, ocean opłynę wzdłuż i wszerz.
Potrafię tonąć, w dół zanurzać się.
Potrafię patrzeć, ponad ludzki stan.
Potrafię ślepą być, nie widzieć nic.
Potrafię dawać, całą siebie, cały spokój swój.
Potrafię odbierać, szczęścia każdy łyk.
Potrafię upadać, kiedy każdy patrzy na mój ruch.
Potrafię wstawać, kiedy brak pomocnych dłoni.
Potrafię płakać, gdy spoglądasz na mą twarz.
Potrafię uśmiechać się, kiedy widzisz każdą z moich wad.
Potrafię kochać i kochaną być.
Potrafię nienawidzić i nienawidzoną być.
Potrafię rodzić się, każdego dnia.
Potrafię umierać, kiedy ty chodzisz spać.
Nastrój:
tagi: